cellulit -
Pom mi. - Oberysta dwign jeden koniec cikiej belki na parapet. - Przerzucimy j na mur i przejdziesz po niej. Potem rzuc ci koniec tej liny. Jest tu umocowana, a wic bdziesz mg si po niej zelizn.
Przesunli belk nad uliczk przylegajc do muru otaczajcego miasto.
- Dziki, ziomku - rzek Sparhawk. Wspi si na belk i centymetr po centymetrze, ostronie dotar do jej koca. Potem zapa zwj liny, ktra wyonia si z mglistej ciemnoci. Spuci j z muru i zsun si na d. Po chwili by ju za miastem. Lina znikna wessana we mg i dobieg go
odgos wciganej belki.
- Bardzo sprytne - mrukn do siebie, oddalajc si chykiem od miejskich murw. - Musz zapamita to miejsce.
Mga troch utrudniaa okrelenie kierunku, ale trzymajc si majaczcego po lewej stronie muru mg mniej wicej zorientowa si, dokd idzie. Ostronie stawia kroki. Noc bya spokojna i panujca dookoa cisza zwielokrotniaby kady uczyniony nierozwanie haas.
Wtem przystan. Instynkt nigdy go nie zawodzi. Wiedzia, e jest obserwowany. Powoli wycign miecz z pochwy uwaajc, aby nie zadzwoni. Z mieczem w jednej, a wczni w drugiej rce sta usiujc wzrokiem przebi mg i ciemnoci nocy.
Wreszcie to ujrza: Ledwie arzyo si w
cellulit ciemnoci. Byo tak sabe, e wikszo ludzi nie zwrciaby na to uwagi. Ognik zbliy si i rycerz stwierdzi, e mia zielonkawy odcie. Sparhawk zamar w bezruchu i czeka.
Przez mg sza jaka posta, niewyrana, ale rzeczywista. Wydawao si, e jest odziana w czarn szat z kapturem, spod ktrego sczy si w saby blask. Posta bya do wysoka i sprawiaa wraenie nienaturalnie chudej, prawie szkieletu. Sparhawkiem wstrzsn zimny dreszcz. Zamrucza po styricku, poruszajc palcami na rkojeci miecza i drzewcu wczni. Unis wczni i uwolni zaklcie. Zaklcie byo stosunkowo proste i miao pomc w zidentyfikowaniu majaczcego we mgle
ksztatu.
Sparhawk z trudem si opanowa, by nie krzykn ze zgrozy, gdy poczu zo emanujce z postaci ukrytej w mroku. Cokolwiek to byo, nie byo istot ludzk.
Po chwili z mrokw nocy dobieg go upiorny, metaliczny chichot. Posta zawrcia i oddalia si. Sza pokracznie, jakby jej kolana zginay si do tyu. Rycerz nie ruszy si z miejsca, dopki wraenie za nie odpyno. Czymkolwiek to byo, odeszo.
- Zastanawiam si, czy to nie jest kolejna niespodzianeczka Martela - mrukn Sparhawk pod nosem. Martel by renegatem, wykltym rycerzem Zakonu Pandionu. On i Sparhawk niegdy przyjanili si, ale to byo dawno temu.
Teraz резервуары для хранения Martel pracowa dla prymasa Anniasa i to wanie on dostarczy trucizn, ktr Annias omal nie zabi krlowej.
Sparhawk bezszelestnie poda dalej, nadal trzymajc w pogotowiu miecz i wczni. W kocu dostrzeg pochodnie znaczce zamknit wschodni bram miasta i dziki nim ustali, e cel, do ktrego zmierza, jest ju blisko.
Nagle usysza za sob ciche sapanie, przypominajce odgosy wydawane przez wszcego psa. Ponownie dobieg go metaliczny chichot. Przeszuka popiesznie zakamarki pamici w poszukiwaniu lepszego okrelenia. To by nie tyle chichot, co rodzaj powistywania; dwik jecy wosy na gowie. Jeszcze raz dotaro do niego uczucie wszechogarniajcego
za i odpyno znowu.
Sparhawk skrci nieznacznie, oddalajc si od murw i zamglonych pochodni przy miejskiej bramie. Po blisko pitnastu minutach ujrza majaczcy tu przed nim zarys siedziby Zakonu Pandionu.
Pooy si na mokrym od mgy torfie i pocz ponownie splata zaklcie penetrujce. Uwolni je i czeka.
Nic.
Wsta, schowa miecz i ostronie ruszy naprzd. Siedziba zakonu, przypominajca swoim wygldem warowny zamek, bya jak zawsze obserwowana. Gwardzici prymasa, przebrani za brukarzy, obozowali niedaleko gwnej bramy. Wok ich namiotw ostentacyjnie uoono piramidy z kamieni sucych do budowy drogi. Sparhawk obszed obozowisko, skierowa si do tylnej ciany zamczyska i ostronie ruszy przez
резервуары для хранения -
|